niedziela, 29 czerwca 2014

Czapla

Brodzi czapla po wodzie
-ryby połowię sobie
spławika odstawie
i ludzi odprawię.

Stoi czapla w wodzie.
Szyję długą wyciąga,
może coś wygląda?
Chodzi czapla po wodzie
chodzi długo wytrwale...

reumatyzmu dostanie!

PS- przepraszam ponownie za tą czętostochowszczyznę, ale nie mogłam się powstrzymać :)

środa, 25 czerwca 2014

"Bodyguard" po służbie


Wczoraj pilnowałem mojej pani cały dzień.


Wieczorem dałem jej nawet na kolację swoją zabawkę.
No- nie poszedłem z nią tylko na spacer, ale wystarczy, że zobaczyłem zdjęcie z tego spaceru- brrrrrrrr!
Hurrra! dziś rano zobaczyłem w świetle balkonu słońce!
 Co prawda wcześniej zdemolowałem swój karton, ale zasłaniał mi widok na ciepełko.
 No i pani otworzyła te drzwi, i narrrreszcie mogłem wyjść na patelnię.
 Zdjęła ze mnie te śpiochy i w końcu mogłem się domyć.

Po chwili stwierdziła, że musi mi koniecznie zakryć widok jakimiś pościelami, bo słoneczna pogoda tylko na chwilę
 Dobrze jakoś sobie poradzę- zrobię okno na świat. Ten karton tu jeszcze się wala, trzeba go przesunąć!
 I ta cholerrrna smycz- jak się ją otwierało?
 A... szkoda czasu wrrracam na swoja plażę- muszę wyrównać opaleniznę..
Albo nie, wracam na miękkie i ciepłe posłanie i zdejmę tę uprzęż- o żesz ! udało się- mrrrrrr!
Zaraz będzie krzyk, co ty zrobiłeś- nie wolno!
No i pani balkon zamknęła, a ja łowię muchy, które naleciały do pokoju. Nawet jedną poddusiłem, pani dokończyła i mnie pochwaliła- mrr :) Tylko czemu przyszła ze szmatą i czyści roletę- nie będzie widać, gdzie złowiłem.
Teraz muszę przebiegać swoje maratony: do przedpokoju tak żeby wszystkie buty się rozleciały po kątach, teraz do pokoju, odbitka nogami o balkon, galopek na stertę skarbów i tak kilka razy. No tak, przyszła popatrzeć, to ją złowiłem za nogę jak się odwróciła. Tak bez pazurów. Wskoczyłem na stół w kuchni, bo jakaś mucha lata, podobno nazywa się samolot. To chyba wszystko, idę dalej do pracy- bądźcie dobrzy dla swych zwierząt!.

wtorek, 24 czerwca 2014

Do lata...nawet piechotą będę szła.

Jak dotąd, tego lata, niczego pięknego oprócz chmur nie widzę.

Nie mam również dobrych widoków na wakacje. Nie mam planów urlopowo-wakacyjnych, cały czas jestem wolna. Powiało pesymizmem, przepraszam, ale to wpływ pogody na tak delikatną roślinkę jaką jestem.

Marzy mi się wyjazd w plener, nienaruszoną naturalną naturę.

 Swoje otoczenia znam już na pamięć.



 To, że mieszkam nad morzem to szczęście, ale zmiana otoczenia i mnie jest potrzebna do naładowania akumulatorka. I psu siusianie pod jednym i tym samym drzewem się nudzi, a niby wyszedł na spacer.














 Jeszcze nie ma najazdu turystów, ale za tydzień będzie już wszędzie gęsto, na plaży na łące, na leśnych ścieżkach.
 O błękit widzę- a ja szukam dziury w całym.

Podejrzewam, że jednak te letnie dni będę musiała zagospodarować "po domowemu" tak jak większość rodaków.. Tak wygląda jakbym miała pretensje do całego świata, że nie mam forsy i zdrowia. Nie, tak nie jest, po prostu chciało by się, a tu hamulce i kotwice, ale takie moje życie.
.Powspominam jak drzewiej bywało, Wbije się pod kołderkę za przykładem kota i będę sobie wyobrażać, że jestem krasnoludkiem i oglądam łąkę z jego perspektywy.


" tak ciepło, aż pod nosem skrzepło"
 Jako dziecko uwielbiałam takie zabawy. No tak, ale teraz już jestem duża i może zacznę np. malować, albo szydełkować-tylko te moje dłonie..., bo gotować, prać i sprzątać i tak muszę bez bata.
 Za to łąką mi pachnie na parapecie:

 Lipy nie odstawiają lipy i też już pachną.
Życzę wszystkim udanego lata! (już nie będę "taka")


sobota, 21 czerwca 2014

Camden Stables Market

Regens kanał, jak już wcześniej pisałam, był jednym z głównych dróg transportu w Londynie. Siłą pociągową były konie, które nie tylko pracowały ciągnąc barki, ale również przy przeładunku i wyładunku towarów. W Camden powstała duża stajnia, a w niej również szpital dla tych zwierząt. Z połączenia katakumb wiaduktu kolejowego, dawnych magazynów i stajni powstał  Stables Market.
Tydzień po powrocie przeczytałam o pożarze, który tu wybuchł przez wadliwą instalację elektryczną. Na szczęście straty nie były duże i po kilku dniach handlowcy wrócili do swych sklepików.













Raptem w tym tajemniczym świecie, świecie starego i tego tu i teraz- pojawia się sklep "Cyberdog" jakby wyrwany z innego świata. Wkraczam prze próg głośnej muzyki techno do dużego jasno oświetlonego pomieszczenia z tancerzami na wysoko podwieszonych platformach, mijam bar i zjeżdżam schodami w dół!

Klimat XXII wieku. 

Po wyjściu z tego "technomagazynu" przenoszę się znów w świata antyków, sztuki współczesnej, zapachu kadzideł pomieszanego z kuchniami świata...



Przy prymitywnych rzeźbach afrykańskich jest wejście do piętrowej restauracji i klubu nocnego Shaka Zulu z przepięknym wystrojem królestwa Zulusów.












Tamtejszy kowal wykonał dla mnie pancerne rękawiczki na moją egzemę- nie tylko tak mi się śniło- szkoda...
Na kilkuset metrach "Stajni" można spędzić cały dzień i pół nocy. Można się tu zagubić w różnych światach, klimatach, stylach. Kto jeszcze tu nie był- to dużo stracił.