wtorek, 18 marca 2014

I po sztormie.


Dwa dni okrutnie wiało. Dziś wiaterek spokojniejszy, ale przez to pada deszczyk.
Już nie wytrzymałam i wyrwałam się nad morze.
Po drodze na szczęście zauważyłam tylko jedno powalone drzewo- piękną brzozę.

Ptaki w lesie odzyskały głos, ich śpiew przeplatał się na plaży z szumem fal....


Celowo nie wzięłam parasola, trochę zmokłam. Za to ręce miałam wolne.
Jeszcze 10 dni temu były przybrzeżne słone jeziorka- dziś już ich nie ma.

Było kilka osób spacerujących po ...okruchach bursztynu.


 Przez 15 minut zbierałam złote łezki morza.
Nazbierałam garstkę jantaru.


 Pierwszy wiosenny sztorm, pierwsze zbiory. Kot marcuje ze szczęścia,  nie- tylko podkrada.

Sezon wiosenny ogłaszam za otwarty!

3 komentarze:

  1. Toż to prawdziwy skarb. Będziesz z nich robić nalewkę?
    A może naszyjnik?
    Ależ jestem ciekawska.
    Przepraszam.
    Przesyłam moc pozdrowień.

    OdpowiedzUsuń
  2. Są za drobne na naszyjnik- zbieram na nalewkę zdrowotną.
    Pozdrawiam również serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. hmmm...plaza w Sopocie...bursztyny...

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że masz ochotę napisać kilka słów. Dziękuję i jednocześnie przyznaję, że nie zawsze odpowiadam.