sobota, 26 grudnia 2015

Święta i "Mikołaj"




Moje kociątko nie przemówiło ludzkim głosem, ale świetnie się rozumiemy.
Oczywiście musiał wsiąść na ząb choć troszkę (20 cm) łańcucha.
Łańcuch po kilku godzinach wypełzł z niego z powrotem....
To nie przeszkadza w dalszym rozrabianiu.
 Hop na kredens.
 Lampki "same"  spadły.
 Na wszelki wypadek schował się pod stołem.
Mój piękny Mikołajek- kochane zwierzątko, nawet jak napsoci.

Pogoda w pierwszy dzień świąt na tyle sprzyjała, że po rodzinnym obiadku poszliśmy na spacer. Tu wiosna...


Było mi bardzo miło, gdy u mamy zauważyłam powieszone na ścianie moje aniołki. Kleiłam je z 20 lat temu.

Bożonarodzeniowa pełnia.

3 komentarze:

  1. Ślicznie wygląda Twój lew w mikołajowym przebraniu. Nasi czworonożni przyjaciele zawsze będą kochani chociaż czasami napsocą. Też wczoraj oglądałam księżyc w pełni. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ przystojniak z Twojego Mikołaja.
    Bellusia na szczęście nie psoci. Jedynie drapie ścianę przy drzwiach gdy słyszy jak wracamy do domu. Ona kocha bezwarunkowo. Miłość widać w jej oczach. Ta ściana musi być co jakiś czas przemalowywana. Czy można się gniewać za tyle miłości?
    Mimo, że rolety są opuszczone, czuję jak księżyc próbuje zaglądnąć do sypialni.
    Pozdrawiam poświątecznie:)*

    OdpowiedzUsuń

Miło mi, że masz ochotę napisać kilka słów. Dziękuję i jednocześnie przyznaję, że nie zawsze odpowiadam.