Przy kawie i jeszcze ciepłym jabłeczniku, postanowiłam podzielić się z Wami rodzinnym przepisem.
Moje blogowe koleżanki obchodzą dziś chyba święto swych ogrodowych plonów.
Tak bardzo pragnę mieć swój ogród. Działka mnie nie interesuje, bo najczęściej plony zbierają złodzieje.
Mam w zarysie wizję mojego ogrodu, nieco dzikiego, bez grządek.
Wyszukałam w zakamarkach internetu kilka zdjęć, które nieco oddają, to o czym marzę:





Och- rozmarzyłam się. Wiem, wiem taki pseudo dziki ogród wcale nie jest taki łatwy w założeniu i utrzymaniu itd. Trzymajcie kciuki za spełnienie mojego marzenia :)
Teraz spadam na cztery łapy i przedstawiam kolejność czynności przy cieście. W przepisie jest podane pół proszku do pieczenie- czyli 2 płaskie łyżeczki. Piekłam 55 minut w temperaturze 180 stopni. Trzeba sprawdzić patyczkiem.
Muszę sobie ukroić jeszcze jeden kawałek jabłecznika.















