czwartek, 25 sierpnia 2011

Prawie morskie opowieści- Latarnia w Nowym Porcie.

Pewnego letniego dnia, zrobiłyśmy z Muminkiem wycieczkę do miejsca oddalonego od naszego domu zaledwie 4 km.
Po drodze widziałyśmy inne ciekawe miejsca, które w osobnych postach będę zamieszczać. Teraz zapraszam do podziwiania samej latarni.





 


 

Z jednej strony praktyczny inżynier, z drugiej – romantyk i rzeźbiarz .Stefan Jacek Michalak Dwanaście lat temu kupił i wyremontował latarnię morską w Gdańsku-Nowym Porcie.




 

 














Jeszcze 85 schodów w dół i już stały ląd .
Samym widokom będzie poświęcony osobny post.




biały pieseczek

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Kulinarnie-nie udaję Greka

 "Nie udawaj Greka, nie rób takiej miny, już za parę minut" rybę po grecku będziesz jeść :

Grecy by się zdziwili słysząc o takim sosie...

Jedna z zasad życiowych- jako "plakat"

niedziela, 21 sierpnia 2011

Jeleń wodę pije...

fotka knotka

Trzeba mieć zawsze aparat przy sobie, a jak się nie ma- to choćby długopisem zdjęcie warto zrobić- takie widoki się nie powtórzą...Przepraszam z jakość landszaftu.

Panoczek i remoncik

końcówka 20 dnia sierpnia

godz. 20,22

dodz.20,36


dodz.20,38

sobota, 20 sierpnia 2011

staw tuż przed snem




Mister Heavenly - Out of Love (Full Album Stream)


Trzech facetow , 36 minut muzyki pop w stylu, czasami ,lat 60(Nagrania - świeżynka)

i pozamiatane

Przy sobocie ,jak przystało na rodaków zwyczaje-wiaterek pomaga wymieść brudy...





    Piachem wieje, gałęziami po oczach daje.

 

 

piątek, 19 sierpnia 2011

Odpowiedzialność na zawsze za to, co oswoiłeś...



Przypomniałam sobie o dzisiejszej mojej "małej" i nieistotnej już dla ludzkich myśliwych rocznicy.

Nie lubię już oswajać, ani być oswajaną. Straciłam z czasem zaufanie do ludzi, a zostały tylko skojarzenia.
Czasami cieszę się ,ze mam złą pamięć, a czasami martwię...

                                                                                                                          kolaż z wykożystaniem rysunku
                                                                                                                                                 Antoine de Saint- Exupery

"Mały Książę "Antoine de Saint- Exupery

Rozdział 21
- Dzień dobry - powiedział lis.
- Dzień dobry - odpowiedział grzecznie Mały Książę i obejrzał się, ale nic nie dostrzegł.
- Jestem tutaj - posłyszał głos - pod jabłonią!
- Ktoś ty? - spytał Mały Książę. - Jesteś bardzo ładny...
- Jestem lisem - odpowiedział lis.
- Chodź pobawić się ze mną - zaproponował Mały Książę. - Jestem taki smutny...
- Nie mogę bawić się z tobą - odparł lis. - Nie jestem oswojony.
- Ach, przepraszam - powiedział Mały Książę. Lecz po namyśle dorzucił: - Co znaczy "oswojony"?
- Nie jesteś tutejszy - powiedział lis. - Czego szukasz?
- Szukam ludzi - odpowiedział Mały Książę. - Co znaczy "oswojony"?
- Ludzie mają strzelby i polują - powiedział lis. - To bardzo kłopotliwe. Hodują także kury, i to jest interesujące. Poszukujesz kur?
- Nie - odrzekł Mały Książę. - Szukam przyjaciół. Co znaczy "oswoić"?
- Jest to pojęcie zupełnie zapomniane - powiedział lis. - "Oswoić" znaczy "stworzyć więzy".
- Stworzyć więzy?
- Oczywiście - powiedział lis. - Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem, podobnym do stu tysięcy małych chłopców. Nie potrzebuję ciebie. I ty mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie.
- Zaczynam rozumieć - powiedział Mały Książę. - Jest jedna róża... zdaje mi się, że ona mnie oswoiła...
- To możliwe - odrzekł lis. - Na Ziemi zdarzają się różne rzeczy...
- Och, to nie zdarzyło się na Ziemi - powiedział Mały Książę.
Lis zaciekawił się:
- Na innej planecie?
- Tak.
- A czy na tej planecie są myśliwi?
- Nie.
- To wspaniałe! A kury?
- Nie.
- Nie ma rzeczy doskonałych - westchnął lis i zaraz powrócił do swej myśli: - Życie jest jednostajne. Ja poluję na kury, ludzie polują na mnie. Wszystkie kury są do siebie podobne i wszyscy ludzie są do siebie podobni. To mnie trochę nudzi. Lecz jeślibyś mnie oswoił, moje życie nabrałoby blasku. Z daleka będę rozpoznawał twoje kroki - tak różne od innych. Na dźwięk cudzych kroków chowam się pod ziemię. Twoje kroki wywabią mnie z jamy jak dźwięki muzyki. Spójrz! Widzisz tam łany zboża? Nie jem chleba. Dla mnie zboże jest nieużyteczne. Łany zboża nic mi nie mówią. To smutne! Lecz ty masz złociste włosy. Jeśli mnie oswoisz, to będzie cudownie. Zboże, które jest złociste, będzie mi przypominało ciebie. I będę kochać szum wiatru w zbożu...
Lis zamilkł i długo przypatrywał się Małemu Księciu.
- Proszę cię... oswój mnie - powiedział.
- Bardzo chętnie - odpowiedział Mały Książę - lecz nie mam dużo czasu. Muszę znaleźć przyjaciół i nauczyć się wielu rzeczy.
- Poznaje się tylko to, co się oswoi - powiedział lis. - Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie!
- A jak się to robi? - spytał Mały Książę.
- Trzeba być bardzo cierpliwym. Na początku siądziesz w pewnej odległości ode mnie, ot tak, na trawie. Będę spoglądać na ciebie kątem oka, a ty nic nie powiesz. Mowa jest źródłem nieporozumień. Lecz każdego dnia będziesz mógł siadać trochę bliżej...
Następnego dnia Mały Książę przyszedł na oznaczone miejsce.
- Lepiej jest przychodzić o tej samej godzinie. Gdy będziesz miał przyjść na przykład o czwartej po południu, już od trzeciej zacznę odczuwać radość. Im bardziej czas będzie posuwać się naprzód, tym będę szczęśliwszy. O czwartej będę podniecony i zaniepokojony: poznam cenę szczęścia! A jeśli przyjdziesz nieoczekiwanie, nie będę mógł się przygotowywać... Potrzebny jest obrządek.
- Co znaczy "obrządek"? - spytał Mały Książę.
- To także coś całkiem zapomnianego - odpowiedział lis. - Dzięki obrządkowi pewien dzień odróżnia się od innych, pewna godzina od innych godzin. Moi myśliwi, na przykład, mają swój rytuał. W czwartek tańczą z wioskowymi dziewczętami. Stąd czwartek jest cudownym dniem! Podchodzę aż pod winnice. Gdyby myśliwi nie mieli tego zwyczaju w oznaczonym czasie, wszystkie dni byłyby do siebie podobne, a ja nie miałbym wakacji.
W ten sposób Mały Książę oswoił lisa. A gdy godzina rozstania była bliska, lis powiedział:
- Ach, będę płakać!
- To twoja wina - odpowiedział Mały Książę - nie życzyłem ci nic złego. Sam chciałeś, abym cię oswoił...
- Oczywiście - odparł lis.
- Ale będziesz płakać?
- Oczywiście.
- A więc nic nie zyskałeś na oswojeniu?
- Zyskałem coś ze względu na kolor zboża - powiedział lis, a później dorzucił: - Idź jeszcze raz zobaczyć róże. Zrozumiesz wtedy, że twoja róża jest jedyna na świecie. Gdy przyjdziesz pożegnać się ze mną, zrobię ci prezent z pewnej tajemnicy.
Mały Książę poszedł zobaczyć się z różami.
- Nie jesteście podobne do mojej róży, nie macie jeszcze żadnej wartości - powiedział różom. Nikt was nie oswoił i wy nie oswoiłyście nikogo. Jesteście takie, jakim był dawniej lis. Był zwykłym lisem, podobnym do stu tysięcy innych lisów. Lecz zrobiłem go swoim przyjacielem i teraz jest dla mnie jedyny na świecie.
Róże bardzo się zawstydziły.
- Jesteście piękne, lecz próżne - powiedział im jeszcze. - Nie można dla was poświęcić życia. Oczywiście moja róża wydawałaby się zwykłemu przechodniowi podobna do was. Lecz dla mnie ona jedna ma większe znaczenie niż wy wszystkie razem, ponieważ ją właśnie podlewałem. Ponieważ ją przykrywałem kloszem. Ponieważ ją właśnie osłaniałem. Ponieważ właśnie dla jej bezpieczeństwa zabijałem gąsienice (z wyjątkiem dwóch czy trzech, z których chciałem mieć motyle). Ponieważ słuchałem jej skarg, jej wychwalań się, a czasem jej milczenia. Ponieważ... jest moją różą.
Powrócił do lisa.
- Żegnaj - powiedział.
- Żegnaj - odpowiedział lis. - A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
- Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
- Twoja róża ma dla ciebie tak wielkie znaczenie, ponieważ poświęciłeś jej wiele czasu.
- Ponieważ poświęciłem jej wiele czasu... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
- Ludzie zapomnieli o tej prawdzie - rzekł lis. - Lecz tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za twoją różę.
- Jestem odpowiedzialny za moją różę... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
----------------
Pierwotnie chciałam wyodrębnić tylko fragmenty dotyczące przyjaźni.
Czytając po raz enty ten fragment stwierdzam, że  oszczędzając miejsca w blogu nic nie zyskam, a mądrość tego tekstu wiele straci.
To jest jedna z najmądrzejszych książka jaką trzymam w swej bibliotece.

Owoce do zwierzęcej spiżarni

 

 

OPOWIADANIE

Opowiadanie z cyklu: Samotna lecz nie osamotniona.

Historyjka I

Samotna postanowiła poprawić sobie byt poprzez zmianę pracy. Chodząc z kartą obiegową musiała przemieszczać się do różnych dzielnic nie małego miasta. Chodząc z jeszcze na wpół podpisaną  obiegówką, skierowała się w sobie znanym kierunku, kiedy nagle ukazał się przed nią On.
On- patrzył na nią z tą samą fascynacją i błękitnymi iskierkami w oczach.
- Ile to lat?- pomyślała Samotna.
On, ponownie oczarowany jej osobą, zaproponował podwiezienie autem (odpowiedniej klasy) do odległego rejonu miasta.
- Zawsze był szarmancki- w myślach westchnęła Samotna.- Jak to miło czuć się choć przez chwilę adorowaną. Jak On mnie przepięknie wtedy uwiódł i jak romantycznie przemienił z dziewicy w kobietę...Zaczęły wspomnienia przebiegać przez jej wybitnie w tym dniu zadbana głowę.
Jej palce w tym momencie były zajęte papierosem, a reszta ciała lekkim drganiem spowodowanym emocjami i nerwami.
On po drodze nie omieszkał z grzeczności, czy też ciekawości spytać o jej dalsze losy, zdrowie, plany.
Był lekko zaskoczony tym co usłyszał i chyba opacznie zrozumiał, skoro Samotna usłyszała
- Również mam ochotę na niezobowiązującą odmianę codzienności Kocie.
- Jak On lubi słowo "niezobowiązująco" przypomniała sobie Samotna-Kot.
Pamiętając po latach nawet jej panieńskie nazwisko, zapisał sobie aktualny jej adres.
Samotna wysiadła z cud samochodu, ciut otumaniona brawurową jazdą, oraz z lekka oczadziała jego urokiem.
Weszła do domu, gdzie czekało na nią bardzo zabawione dziecko i poważnie-niecierpliwie oczekująca babcia.
Samotna lekko odtajała z nadmiaru opływającej ją adoracji i zwątpiła w to , że On ponownie się jeszcze kiedykolwiek zjawi.
-Jak miło jest spojrzeć w lustro na swą twarz i zobaczyć własne błyszczące zielone oczy- stwierdziła Samotna.
-Nowa praca, nowe możliwości. Być może spotkanie Jego właśnie teraz, będzie oznaczało również tak wielką zmianę w moim życiu jak kiedyś- pomyślała Samotna kładąc się do snu.
                                                                                                                                  c.d.n.
autor: Anellim (tekst powstał ok. 1990)

OPOWIADANIE

Historyjka II

Zbliżał się kres nocy i początek dnia, gdy Samotna usłyszała melodyjkę dzwonka przy drzwiach wejściowych do mieszkania.
-Kogo niesie o świcie..?.- pomyślała na wpół przytomnym mózgiem.
Szybko się obudziła widząc w wizjerze drzwi jego postać. W pierwszym momencie poczuła panikę
- "Jak ja wyglądam !-poranne straszydło"
Otworzyła drzwi. On uśmiechnięty wszedł do mieszkania ze słowami
-Cześć Kocie! Obudziłem cie- przepraszam, przyszedłem wykonać telefon.
- Zraz jaki telefon,ja nie mam telefonu. Odpowiedziała prawie trzeźwo Samotna, mrużąc przy tym swoje zielone oczy przy rażącym  słońcu poranka.
- No właśnie !. Ponieważ nie masz telefony, przyjechałam, żeby Ci zaproponować kilka godzin nad jeziorem. Będę o godz. 10., a teraz idz spać Kocie. I wyszedł.
Samotna spojrzała na zegarek na którym wskazówki pokazywały 6,20.
Dziecko otworzyło ze dziwienia swe oczka, gdy mama wciskała się do wygrzanego łóżka.
Nie bardzo wiedziała, czy to była jawa, czy tak sugestywny sen. Upewniło ją Dziecko.
- Kto to był?
- Pan "On", pojedziemy dziś nad jezioro.
Teraz juz miała pewność, że to nie sen. Szybko wstała i postanowiła się przygotować. Jednak stwierdzając bezsens oczekiwania na wycieczkę jeszcze przez prawie 4 godziny, położyła się z powrotem. Dziecko potulnie zasnęło z matczyną dłonią na swych oczach.
O godz.9 usłyszała
- Już zlobiłem siusiu. mogę włączyć telewiziol?
- Tak.
Samotna wskoczyła z łóżka jak opażona.
- "Ta godzina, a ja w proszku, jakoś zbiore się po troszku." Znowu jakaś durnowata rymowanka przemknęła jej przez głowę. Nakarmiła Dziecko. Ubrała je i siebie.
On przyjechał po nich punktualnie.
Kiedy usłyszał, ze Samotna boi się jeździć szybko, zwolnił, co jednak bardzo rozczarowało Dziecko.
Upał, korki na drodze i do tego Dziecko- to wszystko wyraźnie go irytowało.
On mówił
- Wiesz Kocie, możesz czuć się bezpiecznie. Na pewno dowiozę was cało i zdrowo do domu. Jeszcze nigdy nie miałem wypadku, a wierz mi, jeżdżę dużo samochodem po świecie.
W tym momencie powiało wielkim światem i w fonii i na wizji, bo On opowiadał, a właśnie mijali cmentarz.
Przed nimi jechał powoli "Maluch", który stawał na czerwonym świetle przed skrzyżowaniem.
On patrzył przed siebie-nie na nią.
Samotna również patrzyła jak On wjeżdża bez pardonu w tył .126p. Zdziwieni byli wszyscy, a najbardziej właściciel Fiacika. On wypadł z samochodu z wielce uprzejmą miną. Wsiadał z ta sama mina (o dziwo), a błękitne iskierki jego oczu miały w sobie figlarność zmieszana z zaskoczeniem. Milczeli, Ona taktycznie , On chyba nie bardzo wiedział co teraz ma powiedzieć jako wytrawny kierowca rajdowy.
Samotna poczuła rodzaj durnej dumy, że może to wszystko przez jej urok osobisty Potem przemknęło jej przez głowę, że to przez ten "wielki świat".... cmentarza przy którym to się stało.
Dojechali.
Jezioro zimne,słońce piekące, Dziecko nieznośne, tłum ludzi ...
On kąpał się kilka razy, Dziecko skąpało się przez przypadek, a Samotna wykąpała się w jeziornej wodzie po latach. Dziecko się znudziło. Samotna "robiła dobra minę do złej gry", a On zaproponował lody. Buzia dziecka się rozjaśniła, Samotna w duchu była mu wdzięczna za wspaniałomyślność.
Lody były w stanie płynnym. Nadszedł czas ,aby wrócić do miasta. Kiedy dochodzili do samochodu usłyszeli stek epitetów pod adresem kierowcy samochodu, który zatarasował wjazd do garażu.
On mocno tym razem zmienił wyraz oczu i użył największego w swych ustach przekleństwa - Dupa..
Odtarasował i pojechali. Dziecko utrudzone zasnęło, On włączył poezję śpiewaną i spokojnie dojechali do jej domu. U clu On nie odmówił wejścia do mieszkania na łyczek wody z syfonu.
W domu zapragnął wziąć prysznic...Dziecko wyraziło również chęć kąpieli w pianie ze statkami.
On wyszedł odświeżony, lekko rozbawiony. Ona została z Dzieckiem pławiącym się w pianie.
- Już posiedł ?
- Taak. odpowiedziała.
                                                                                                                                   c.d.n.
autor: Anellim (tekst powstał ok. 1990)

OPOWIADANIE

Historyjka III

W niedzielę rano, jak co dnia obudziło ją Dziecko.
- Czy mogę włączyć telewiziol?
- Tak -odpowiedziała Samotna przekręcając się na drugi bok.
"Matko, kiedy ja się wyśpię ?"- pomyślała i tu jak na zawołanie dzwonek do drzwi.
Wstała, otworzyła bramy do swego królestwa.
-Mamusia ?
- Babcia, babcia !- krzyczało Dziecko.
- Napijesz się Mamo kawy?-idąc do łazienki spytała Samotna, wręczając  ręczny młynek do kawy mamie.
Zamkniętą przestrzeń mieszkania wypełniła melodyjka dzwonka.
-Mamo możesz otworzyć !- krzyknęła z łazienki .
Po chwili usłyszała uprzejmy głos Mamy i męski równie uprzejmy głos
- "To On" - w panice stwierdziła Samotna.
-"Przecież się nie umawiałam".
On wymieniał po latach, kilka zdań z Mamo- Babcią, kiedy ona ukazała się w przedpokoju.
- Przyjechałem zabrać cie na wycieczkę.
-Do pracyyy- sycząco poprawiła go Samotna, patrząc wymownie na niby zabawione- niesłyszące Dziecko.
- Tak, myślę o Helu- opowiedział nieznający psychiki dzieci On.
Mamo-Babcia będąc już w tzw.temacie nie miała nic przeciwko i wyraziła ochotę pozostania z Dzieckiem.
Samotna już na odchodne rzuciła do Mamo-Babci
-Odbiorę dziecko u Ciebie.
Wyszli, a Samotna pomyślała o swojej przebiegłości.
On jechał spokojnie. Ona się rozluźniła. Mogła zapomnieć o pracy, o obowiązkach domowych, kłopotach finansowych i przez chwilę o Dziecku. Cel podróży nie był w tym momencie ważny.Czuła się wolna jak pies spuszczony z łańcucha. W tym czasie, aby dojechać na Hel trzeba było mieć przepustkę. On nie był by sobą gdyby nie załatwił i załatwił przejazd.
Najpewniejszą zbliżającą się atrakcją. był wyraźnie zbliżający się front atmosferyczny.
Samotna podziwiała widok nieba za oknem. Szeroko otwierała zielone oczy, a On po odcieniach błękitu odbijających się w jej zielonościach  prawie turkotał z zachwytu. Takiego zachwytu nie zdołała wywrzeć na nim ani zatoka, ani otwarte morze.Podobnym zachwytem obdarzył jej oczy widząc ją po raz pierwszy.
Wracali inna trasą, bez samochodów, bez ludzi.
Teraz On pokazał jej uroki szybkiej rajdowej jazdy. Uczestniczył wiele razy w tego typu zawodach i chciał tym razem jej pokazać w sposób bezpieczny, na czym polega urok takiej jazdy.
 Samotna pokrzykiwał raz z przerażenia, a innym razem z zachwytu. On poczuł się dowartościowany. Turkotali i gruchali oboje. Samotna przypomniała sobie, jak to kiedyś On nie chciał zgodzić się, na jej samotną, wielogodzinną jazdę pociągiem do jej dziadków. Pojechał z nią, choć ona o tym nie wiedziała. Po wyściu z dworca chciała przejść  przez jezdnię. Nagle poczuła jak unosi się do góry i jest przenoszona na rękach na drugą stronę ulicy. Tak było "zawsze" gdy kiedykolwiek szli razem.
Atmosfera zaczęła się robić lekko zmysłowa- parno i duszno. Z upływem kilometrów było juz fatalnie. Wiało i lało. Wycieraczki nie nadążały zbierać wody. Najrozsądniej było by sie gdzieś skryć.Nagle On stwierdził
- Motele nie wchodzą w grę, tam nie ma nastroju, atmosfery intymności. Chyba Kocie nie chcesz żebyśmy się czuli jak.... Powiedział On.
 Przyznała mu rację. Tym bardziej jak ona by się czuła.
- Nie czujesz się jak dziecko ? Ty tuż przed 40, ja tuż przed 30 ...- Spytała Samotna.
On wpadł na myśl
- Może Dziecko będzie u Babci ?
- Może -odparła Samotna myśląc o swojej przebiegłości.
Przezornie Samotna najpierw zapukała do własnych drzwi.
Otworzyła im Babcia. Dziecko właśnie wstało, a po mieszkaniu rozchodził się zapach gotującego się obiadu.
On nalał sobie szklaneczkę syfonowej zimnej wody i grzecznie się pożegnał .
Po ekscytującej wycieczce, zjedzeniu rodzinnego obiadu, zmyciu garów, przyszyciu guziczków do przedszkolnego fartuszka, rozwijającej zabawie z Dzieckiem i jego kąpieli; tzw.ogarnięciu całego mieszkania,oraz po przygotowaniach do odpowiedzialnego dnia pracy, Samotna wreszcie poszła spać.
Zasnęła ogarnięta wspomnieniami. 
                                                                             Koniec historyjki.
autor: Anellim (tekst powstał ok. 1990)