środa, 13 kwietnia 2011
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
niedziela, 10 kwietnia 2011
wiosenny sztorm
Słonko mocno dziś świeci przez dziurę ozonową,
więc kryję swe oczy i skórę nadwątloną.
Sztorm piaskiem sypie w oczy, wiatr rozebrać mnie chce.
Ja się jednak nie poddam - pod górę wspinam się.
sobota, 9 kwietnia 2011
piątek, 8 kwietnia 2011
Międzynarodowy Dzień Romów
5 kwietnia pisałam o taborach wolności., a dziś 8 kwietnia jest Międzynarodowy Dzień Romów.
W 1971 r. na I Światowym Kongresie Romów w Londynie przedstawiciele Romów zwrócili się do ONZ o uznanie Romów za mniejszość narodową.
W Polsce Romowie są uznawani za mniejszość etniczną , której populacja wynosi od 12-35 tyś.
Tyle cyferek.
Wszystkim Romom w dniu ich święta życzę,aby ich wędrowny świat
zawsze rozświetlała tęcza wolności i tolerancji.
środa, 6 kwietnia 2011
wtorek, 5 kwietnia 2011
Tabory wolności
Sama z siebie sie śmieję , ponieważ chciałam zacząć od słow "za czasów mojego dzieciństwa..." No cóż, nie da sie ukryć, ze jestem w wieku balzakowskim.
Pierwsze lata swojego życia spędziłam na Mazurach. W otoczeniu pięknej natury, kochającej rodziny i całkowitej beztroski. Wyobrażnia szalała bez ograniczeń logicznego myślenia szkolnego. Wszystkie moje dziecinne doznania uczyły mnie świata jaki mnie otaczał. Wolność, totalna wolność do tego stopnia, ze nawet potrafiłam uciekac z przedszkola... Szum wiatru w uszach przy zawrotnej prędkości jazdy na hulajnodze, obserwowanie przyrody, itd itp.
To uczucie wolności nierozerwalnie kojarzy mi sie z wędrującymi taborami cygańskimi.
Pamiętam jak ulicą przy ktorej mieszkaliśmy przejeżdzały wozy cygańskie. Niektóre były ubogie,nawet nie miały opon na kołach, ale bywały i bardzo bogate. Kolorowy orszak wozów, z bogato drapowanymi firankami, piernatami...
Przy wozach były przypięte wielkie miski, gary, siano dla konia- całe gospodarstwo.Część Cyganów jechała wozami, część szła boso. Wcale nie mieli bródnych stóp- tak zaobserwowałam i bardzo sie dziwiłam. Młode cyganki były piękne, a dzieci uśmiechnięte z wielkimi czarnymi oczami. Starsze kobiety były z reguły tęgie, a może to przez tą niezliczoną ilość spódnic jakie na sobie nosiły.
Miejskie dzieci straszyły siebie nawzajem, że Cyganie kradną dzieci. Ja sie nie bałam, mama mnie nigdy nie uprzedzała przed Cyganami.Nie było w mojej rodzinie uprzedzeń. Często przychodzili do nas żeby im dać coś z ubrań po mnie, czy jedzenia. Fakt rozchodziło sie to towarzystwo po mieszkaniu jak stonka i zawsze coś zniknęło np. kapelusz.
Gdy moja mam była ze mną w ciąży malowała w tym czasie Matkę Boską Cygańską, ktora przez krótki czas wisiała w kościele w Rydzewie. Najdziwniejsze jest to, że teraz kiedy przez przypadek zobaczyłam w internecie ten obraz stwierdziłam, ze ja go znam ."To mój obraz"przemknęło mi przez głowe, skąd ja go znam? Spytałam mamę i wszystko sie wyjaśniło.
Chyba z życia płodowego pamiętamy trochę więcej niż nam sie wydaje.
Z tamtych czasów mam w swojej kuchni jeszcze prawdziwą cygańską patelnie i....wspomnienia.
Nie ma już wędrujących taborów, zmuszono Cyganów w połowie lat 60 do osiadłego trybu życia. Tak samo na siłe ucywilizywowano Indian, Aborygenów. Wypaczono na siłę ich nature, zwyczaje, po prostu życie. Pytam w imię czego i jakim prawem ? Prawem silniejszego tzw. białego człowieka- straszne.
Pierwsze lata swojego życia spędziłam na Mazurach. W otoczeniu pięknej natury, kochającej rodziny i całkowitej beztroski. Wyobrażnia szalała bez ograniczeń logicznego myślenia szkolnego. Wszystkie moje dziecinne doznania uczyły mnie świata jaki mnie otaczał. Wolność, totalna wolność do tego stopnia, ze nawet potrafiłam uciekac z przedszkola... Szum wiatru w uszach przy zawrotnej prędkości jazdy na hulajnodze, obserwowanie przyrody, itd itp.
To uczucie wolności nierozerwalnie kojarzy mi sie z wędrującymi taborami cygańskimi.
Pamiętam jak ulicą przy ktorej mieszkaliśmy przejeżdzały wozy cygańskie. Niektóre były ubogie,nawet nie miały opon na kołach, ale bywały i bardzo bogate. Kolorowy orszak wozów, z bogato drapowanymi firankami, piernatami...
Przy wozach były przypięte wielkie miski, gary, siano dla konia- całe gospodarstwo.Część Cyganów jechała wozami, część szła boso. Wcale nie mieli bródnych stóp- tak zaobserwowałam i bardzo sie dziwiłam. Młode cyganki były piękne, a dzieci uśmiechnięte z wielkimi czarnymi oczami. Starsze kobiety były z reguły tęgie, a może to przez tą niezliczoną ilość spódnic jakie na sobie nosiły.
Miejskie dzieci straszyły siebie nawzajem, że Cyganie kradną dzieci. Ja sie nie bałam, mama mnie nigdy nie uprzedzała przed Cyganami.Nie było w mojej rodzinie uprzedzeń. Często przychodzili do nas żeby im dać coś z ubrań po mnie, czy jedzenia. Fakt rozchodziło sie to towarzystwo po mieszkaniu jak stonka i zawsze coś zniknęło np. kapelusz.
Gdy moja mam była ze mną w ciąży malowała w tym czasie Matkę Boską Cygańską, ktora przez krótki czas wisiała w kościele w Rydzewie. Najdziwniejsze jest to, że teraz kiedy przez przypadek zobaczyłam w internecie ten obraz stwierdziłam, ze ja go znam ."To mój obraz"przemknęło mi przez głowe, skąd ja go znam? Spytałam mamę i wszystko sie wyjaśniło.
Chyba z życia płodowego pamiętamy trochę więcej niż nam sie wydaje.
Z tamtych czasów mam w swojej kuchni jeszcze prawdziwą cygańską patelnie i....wspomnienia.
Nie ma już wędrujących taborów, zmuszono Cyganów w połowie lat 60 do osiadłego trybu życia. Tak samo na siłe ucywilizywowano Indian, Aborygenów. Wypaczono na siłę ich nature, zwyczaje, po prostu życie. Pytam w imię czego i jakim prawem ? Prawem silniejszego tzw. białego człowieka- straszne.
To już moje kolaże wspominkowe tamtego nastroju:
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
W Anglii dziś dzień szczura
Dziś przeczytałam, ze w Anglii jest obchodzony 4 kwietnia światowy dzień szczura...
Nie wiem czy nie jest to Międzynarodowy Dzień Przeciwko Wiwisekcji, ale ten obchodzi sie przecież 24 kwietnia.
Przypomniałam sobie jak sie mieszka w tym "czyściutkim" światowym mieście i o jakich zagorzeniach rodacy nie wiedzą i nie zdają sobie nawet sprawy.
My uporaliśmy sie z pluskwami praktycznie zaraz po wojnie. W tej chwili musimy sie bardzo postarać, aby to paskudztwo zagnizdzilo sie w niesprzatanym mieszkaniu, lub przywlec ze świata.
Jedyna i skuteczna rada- to niestety spalić wszystko.
Tylko ze w Londynie ciężko jest spalić oprócz materaca i łóżka tapetę, czy gniazdko elektryczne....
Idzie sobie rodak ulicą, widzie tyle wystawek przed domami i uzupełnia wyposażenie własnego pokoju w materac, stolik itd. Po kilku dniach zaczyna sie zastanawiać dlaczego po nocy ma jakieś swędzące ślady na ciele. Jeszcze bardziej zaczyna sie zastanawiać ci ktorzy kupują na rynku szmaty zbierane w ten sam sposób z wyspy- takie tanie po 5 złoty. Uhu... tylko pózniej trzeba wydać nieco więcej na pozbycie sie tzw.bedbug !
Kiedyś zastanawiałam sie kto może zaprosić do siebie ekipę TV z dwoma energicznymi kobietami, które wytykaja potworny bród . Potem cała ekipa czyści, pierze i domywa zapuszczone mieszkania na oczach całego świata. Kto- Angole... i jeszcze za to dostają pieniądze. Dobry sposób nie dość ze im posprzątają, to jeszcze zarobią.
Proponuje Anglikom Dzień Zwalczania BEDBUG !
niedziela, 3 kwietnia 2011
sobota, 2 kwietnia 2011
dowody
Nie, nie- to nie jest dowod na bałagan w moim domu. To jest dowod na to, że cieplej sie robi, poniewaz mój kanarek intensywnie sie pierzy.
forsycja w domu już zakwitła
piątek, 1 kwietnia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















