sobota, 21 maja 2016

Moje miasto...

Właśnie mija pięćdziesiąt lat odkąd zamieszkałam w Gdańsku. Co ciekawsze, to mieszkam w nadal Wolnym Mieście Gdańsk. "...nigdy po wojnie oficjalnie nie odniesiono się do Wolnego Miasta Gdańska. Nie istnieje żaden dokument, ani żaden traktat zmieniający postanowienia traktatu z Wersalu ani odnoszący się do przyłączenia w 1939 roku Gdańska do Rzeszy, zatem w świetle prawa międzynarodowego... Wolne Miasto Gdańsk istnieje nadal! "
Moja rodzina zamieszkała w tym mieście, dzielnicy Wrzeszcz w 1952 roku. Wrzeszcz (Langfuhr) należy do najpiękniejszych dzielnic Gdańska, dzieli się na górny i dolny. Zamieszkałam u podnóża sobótkowej góry zwanej również wzgórzem Zinglera. Ciekawie opowiedzianą historię tego miejsca można poczytać tutaj 

Przemieszczałam się jako dziecko po stokach Jaśkowej Góry od Jaśkowej Doliny, do Ślimaka. Patrząc na starą pocztówkę- z prawej na lewą stronę 99 metrowej góry. Poznałam ten teren dość jak mi się wydawało dobrze. 

Ten biały budynek stojący przeddawnym kościołem ewangelickim, był również przez pewien czas moim domem. Wydaje się być jednym z najstarszych na tej ulicy, choć najmniej okazały.






Przy kościele uczyłam się jeździć na rowerze...



Idąc pod górę ulicy Sobótki dochodzi się do schodów (obecnie również zamkniętych, jednak bardziej zdewastowanych)
Za mojego dzieciństwa te schody prowadziły już do budynków telewizji. Przed wojną był tu lokal ogrodowy - Restauracja Zinglerae z ciekawą historią masonerii gdańskiej.
Obecnie zniszczone od kilkunastu lat budynki dawnej telewizji straszą swoim widokiem.



Następnym ciekawym budynkiem jest willa przy Jaśkowej Dolinie. Obecnie bardzo tajemnicza, bardzo ogrodzona i niedostępna.

  Villa Kirsch nr 44 (dawniej 33B; zbudowana w 1904, właściciel: architekt Kirsch)
 W krótkim czasie mieścił się tu Generalny Konsulat Ukrainy. To są oficjalne informacje. Zdjęcia z
http://www.forum.dawnygdansk.pl


 Ja pamiętam , że było tu przedszkole, do którego chodziła od 1952 r. moja ciotka i ja w 1966r. Dlaczego jest cisza na ten temat, to nie wiem. Wiem jedno- uciekałam z tego budynku jak sie dało. Tak, zaczęłam chodzić na wagary już od przedszkola. Miałam swoja dziurę w płocie i znikałam w lesie. Dzięki temu poznałam doskonale las i wzgórza morenowe. Wracałam na obiad i w porze odbioru mnie  z przedszkola. Dziwne, bo nikt sie nie zorientował, że mnie nie było. W okolicach Ślimaka miałam szkołę podstawowa. Tam też chodziłam na wagary...
Przy ul. Pawłowskiego 2 od bodaj że 1890r.  cieszy oko bajkowy pałacyk słynnego architekta Henkenhafa.






 Oczywiście będąc już przy Jaśkowej Dolinie odwiedziłam Gaj Gutenberga.