niedziela, 21 września 2014

Srokowo- Mazury

Piękną świeżo wyremontowaną drogą dojechaliśmy do Srokowa. Byłam zdziwiona typem zabudowy i atmosferą panującą w miasteczku, a raczej wsi.
Srokowo (do 1950 roku Dryfort)  położone jest pośród pagórkowatego terenu. Znajduje się nieco na uboczu głównych szlaków turystycznych Mazur, ale niewątpliwie warte jest tego, aby je odwiedzić. To tylko kilkanaście kilometrów od głównych akwenów Krainy Wielkich Jezior Mazurskich. Położone jest ok 15 km na zachód od Węgorzewa i ok. 20 km na północny-wschód od Kętrzyna. Przez miasteczko przebiega droga wojewódzka nr 650.
Srokowo prawa miejskie uzyskało w 1405 roku jako Drengfurth. Nadał je wielki mistrz krzyżacki Konrad V von Juningen. Zasadźcami byli bracia Seyfahrt i Peter Wolfowie. Miasto założone zostało na prawie chełmińskim. Była to jedna z ostatnich lokacji w średniowieczu - dwadzieścia lat później powstał jedynie Ełk. Wcześniej istniała tu wieś, jednak jak się uważa – od dawna już spełniała funkcje miejskie. Pierwsze wzmianki o miejscowości pochodzą z roku 1397. Co ciekawe, powstanie miasta jest zupełnie odmienne od innych w regionie. Większość powstało wokół istniejących na miejscu zamków, lub strażnic krzyżackich. W Srokowie nigdy podobnego obiektu nie było. Miasto rozwinęło się jako osada targowa i centrum lokalnego osadnictwa.
Srokowo nie posiadało murów miejskich. Obwód obronny składał się z wałów ziemnych z drewnianą palisadą, oraz fosy. W układ wbudowano trzy bramy: Angerborską (Węgorzewską), Nordenborską (Kryłowską) i Rastemborską (kętrzyńską). Bramy były prawdopodobnie murowane. Przypuszcza się, że funkcje strażnicze pełniła sąsiadująca z Drengfurthem – Diabla Góra.
 Na wzniesieniu o wysokości 157 m.n.p.m. trzymano straże. Obszar miasta wynosił 5,6 ha. W tamtych czasach Srokowo było większe od takich miast jak np.: Iława, Kętrzyn, czy Mrągowo, czyli współcześnie jednych z największych ośrodków miejskich województwa warmińsko-mazurskiego i stolic powiatów.
Położenie miasta na uboczu było też jego zaletą. Często chroniło je przed najeźdźcami i toczonymi przez lata wojnami. Większość tych złych historii miało miejsce... kilometry dalej. W czasie wojny trzynastoletniej miasto złożyło hołd komisarzowi króla Kazimierza Jagiellończyka.Srokowo ucierpiało dopiero w czerwcu roku 1520, kiedy wtargnęły tu oddziały mazowieckiego pospolitego ruszenia. W sierpniu tego samego roku, miasto ponownie splądrowali Tatarzy.
Po tym, kiedy w roku 1525 wielki mistrz krzyżacki - Albrecht Hohenzollern, złożył hołd królowi polskiemu Zygmuntowi Staremu, w świeckich już Prusach zapanował pokój. Rozwijało się też Srokowo. W roku 1611 zbudowano ratusz.Spokój trwał sto lat. W roku 1657 miasto zniszczyły wojska pod wodzą Aleksandra Hilarego Połubińskiego – pisarza polnego litewskiego. W oddziałach znajdowali się także Tatarzy. Srokowo zostało całkowicie spalone, a mieszkańcy zabici. W późniejszych latach miasto nękały pożary. Miało to miejsce aż do roku 1658, kiedy władze nakazały budować wszystko z cegły. Był to materiał drogi i trudno dostępny. Postawiono więc cegielnię. Rynek zabudowano kamieniczkami z podcieniami, a w latach 1772-1775 powstał nowy, okazały ratusz.
W latach 1709-1712 Srokowo nękała epidemia dżumy. Miasto ucierpiało podczas wojen napoleońskich, stając się miejscem przemarszu wojsk. Prusacy na Diablej Górze urządzili punkt obrony, a miejscowość zamienili w obóz wojskowy.Powolny upadek miasta następował od XIX stulecia, głównie za sprawą położenia na uboczu głównych traktów komunikacyjnych. Nie pomogła także budowa dróg do okolicznych miast. W 1887 roku powstała linia wąskotorowa do Kętrzyna. Srokowo ucierpiało także podczas I wojny światowej.W okresie międzywojennym w Srokowie zbudowano m.in. nowoczesną szkołę i osiedle domków jednorodzinnych. Ważnym obiektem była fabryka maszyn rolniczych.We wrześniu 1944 roku, spodziewając się Armii Czerwonej, ludność miasta została ewakuowana w głąb Rzeszy. Podczas II wojny światowej Srokowo zostało zniszczone w 60 %. W większości stało się to jednak za sprawą celowych podpaleń.
Po roku 1945 miasto zaludnili przesiedleńcy z Wileńszczyzny i Wołynia. Wskutek niewielkich rozmiarów i zniszczeń, miasto zdegradowane zostało do rangi wsi. W 1950 nazwę Dryfort zmieniono na Srokowo, na cześć Stanisława Srokowskiego - geografa, autora wielu prac naukowych o Prusach Wschodnich.
Głównym zakładem pracy w okresie Polski Ludowej był duży PGR. Planowano w przyszłości przywrócić miejscowości status miasta, jednak do tej pory tak się nie stało. Srokowo posiada obecnie około 1,5 tys. mieszkańców. Teks z .zwiedzajmazury.pl, .
 Bryłę kościoła w Srokowie wzniesiono w 1409 r. Kościół poddawany był restauracjom w latach 1577, 1653 i 1708-1709. Kościół jest świątynią jednonawową z wieżą od zachodu na rzucie kwadratu. Biskup warmiński Łukasz Watzenrode 30 października 1489 r. ustanowił tu wikariatOłtarz główny w kościele z 1824 r. wykonał Wilhelm Biereichel z Reszla. Ozdobą ołtarza jest drewniana figurka Pięknej Madonny z pierwszych lat XV w. Organy w 1769 r. wykonał Jan Preuss z Królewca. W Srokowie obok kościoła farnego w 1450 r. wybudowano kościół polski, który rozebrano w 1725 r. Kościół jest siedzibą prafii św. Krzyża.





piątek, 19 września 2014

W Solance nóg nie moczyłam, tylko przejeżdżałam.

Pewnego sierpniowego pochmurnego dnia, mój tata (79 lat) zabrał mnie na wycieczkę w nieznane.
Czujecie ten dreszczyk emocji?

Pierwotnie myślałam, że jedziemy do Węgorzewa po zakupy.
Na szczęście zawsze mam przy sobie plecak, a nie torebkę, a w nim coś od deszczu, coś na cebulkę i obowiązkowo aparat fotograficzny.
Po kilkunastu kilometrach trasy, zauważyłam rozbawiający mnie widok. Tak zaznaczonej obory jeszcze nie widziałam.


 Po powrocie uzupełniłam swoja wiedzę o Solance.
 Ta miejscowość ma ciekawą historię.
Solanka położona jest 16 km na północny wschód  od Kętrzyna. Wieś została założona w początkach XV wieku przez kontura pokarmińskiego Markwarda von Salzbacha, od którego przyjęła nazwę. Jan Matejko uwiecznił tego kontura na obrazie "Bitwa pod Grunwaldem".
Jak podaje autor Kroniki mistrzów pruskich po bitwie grunwaldzkiej komtur Markward von Salzbach dostał się w ręce wielkiego księcia litewskiego Witolda. Książę polecił ściąć go. Miała to być zemsta za pohańbienie przez komtura matki Witolda księżnej Biruty.
Na cieku wodnym położonym nieco na wschód od centrum wsi, łączącym jeziora Długie i Silec w XVIII w. funkcjonował młyn wodny.
foto.Polska Niezwykła pl.
Po sekularyzacji zakonu krzyżackiego był tu majątek szlachecki. Właścicielami Solanki były m.in. rodziny: von Sttuerheim, von Wersnsdorf. W roku 1913 właścicielem majątku był Arthur Kroeck. Solanka w tym czasie miała powierzchnię ogólną 338 ha. W gospodarstwie było: 50 sztkoni, 140 szt bydła, 50 szt owiec i 60 szt trzody. Dwór w Solance w obecnej formie wybudowany został w pierwszej połowie XIX w. W jego murach zawarte są elementy z XV w. Dwór był przebudowywany wielokrotnie, przechodził dwa remonty w XX wieku (1911 i 1989). Dwór jest budowlą parterową, założoną na planie wydłużonego prostokąta, przykrytą wysokim dachem naczółkowym. W połciach dachowych lukarny powiekowe. Od strony niewielkiego parku taras ze schodami. 
My pojechaliśmy jednak dalej i tego dworu nie widziałam. Czasem żałuję, że nie byłam wcześniej przygotowana do tej wycieczki, zajrzałabym wtedy do każdej dziury i góry.



wtorek, 16 września 2014

Pałac w Drogoszach największy pałac na Mazurach.


Zastanawiam się od dłuższego czasu w co zainwestować nadmiar pieniędzy (z mojej renty)?
Przeczytałam na portalu Domy.pl o rzadkiej okazji. Miejsce: Drogosze (pow. kętrzyński), powierzchnia 2 500 m kw.. Cena: 33 000 000 zł. Jednym z minusów jest to, że ta okazja to nie z pierwszej ręki.

Pojechałam, zobaczyłam i tak analizuję. Co z tego, że do Kętrzyna jest około 15 km, ale do granicy Polsko- Rosyjskiej tyle samo. Jak wejdą i przejdą, niby przez przypadek, to ten wysoki płot z tablicą "wstęp wzbroniony" nie wiele pomoże mi w prywatności. Jeszcze powiedzą, że to nie oni.
Obejście takie sobie, dużo jakiegoś zielska, wielkie drzewa, jakaś stodoła za stawem.
Wygląda to, jak jakaś święta kaplica, a nie stodoła. Na szczęście te budynki gospodarcze już nie należą do pałacu, bo bym nie wiedziała co w nich prócz myszy dla Kocika trzymać.
Potem na płocie, przy płocie poczytałam:

Jeszcze tu doczytałam http://leksykonkultury.ceik.eu/index.php/Pa%C5%82ac_w_Drogoszach
Wracając przystanęłam obok kościoła.


I tu mnie olśniło: Dziewczyno ty sobie policz ile podatku do gminy za samo postawienie płotu będziesz musiała zapłacić. Wiecie co- odechciało mi się.:)

niedziela, 14 września 2014

"Księżycowy Dworek" czy willa Evy Braun ?

 Nie cały kilometr od Wilczego Szańca stoi sobie od 100 lat poniemiecka willa w okół której narosła bajka jakoby pomieszkiwała w niej pani Ewa B.
 Właścicielka obecnego kompleksu wypoczynkowego tłumaczyła się już kilkakrotnie z tego, że nie jest winna tej niechlubnej przyklejonej nazwie.
 Znalazłam się w tym miejscu przejazdem w niedzielny słoneczny poranek.

 "Watertrysk" jak nazwał tę fontannę mój tata, stoi z tyłu willi, a dalej jest 4 hektarowy park.

 Z willi roztacza się widok na jezioro Siercze. Jest tu strefa ciszy. To miejsce przyciąga wielu chętnych do kąpieli w wodach czystego jeziora.
 Na rozległym terenie jest jeszcze jeden nowy obiekt hotelowy o nazwie "Dworek Pana Tadeusza" i centrum rozrywki w " Dworku Teri",
 oraz dwa bungalowy. Według reklamy można podobno wynająć tu pokój w stylu lat, 20 ubiegłego wieku i zjeść potrawy mazurskiej kuchni regionalnej. Ja nie skorzystałam z żadnej z tych propozycji, ale myślę, że położenie tego obiektu jest na tyle strategiczne, aby go polecić jako miejsce wypadowe do zwiedzania tego rejonu Mazur.  Na drodze  przy byłej kwaterze Hitlera samochody parkowały przyklejone na całym tym odcinku, jak szyszki do drzewa, a lotne brygady naszej policji miały żniwa.Tym tematem kończę nazistowski wątek mojego pobytu na Mazurach.

czwartek, 11 września 2014

Mamerki- Kwatera Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych OKH Mauerwald.

Mamerki to osada nad Kanałem Mazurskim z leśniczówką "Mokre" i przystanią nad jeziorem Mamry.
Lasy Państwowe wydzierżawiły ten teren i znalazł się ktoś z pomysłem na "Miasto Brygidy"
 Jadąc od dawnej Kwatery Hitlera z Gierłoży na 18 km. widzimy przy drodze tablice informacyjne i przy odrobinie uwagi w lesie wielkie bunkry. Droga dzieli ten teren na dwie strefy. Po prawej stoją bunkry giganty, których ściany i stropy miały po 7 metrów grubości. Po lewej stronie, obecnie bardziej rozreklamowane, bunkry "Miasta Brygidy". To teren z jednymi z najlepiej zachowanych kompleksów niezniszczonych bunkrów niemieckich z okresu II wony światowej. - Kwatera Główna Niemieckich Wojsk Lądowych (OKH) . Na 250 hektarach w latach 1940-44 dla potrzeb Wermachtu, 2 tyś. robotników wybudowało przeszło 200 obiektów i około 30 schronów różnego typu. "Budowę kwatery w Mamerkach prowadzono równolegle z kwaterą główną Hitlera w Wilczym Szańcu przykrywką firmy Chemische Werke „Askania”. Kwaterę budowała Organizacja Todt. (Jej biuro wykonawcze na Europę środkową i wschodnią o kryptonimie"Tannenberg I" znajdowało się w Kętrzynie, współcześnie - ul. Asnyka). W pierwszym etapie jej budowy wykorzystano robotników zatrudnionych przy budowie Kanału Mazurskiego oraz gotową infrastrukturę techniczną do produkcji betonu. Robotnicy Organizacji Todt skoszarowani byli w okolicach Węgielsztyna i Radziejach. . Kwaterę budowała też duża firma budowlana Simensa (Siemens-Bauunion G.m.b.H., firma ta pod koniec XX w budowała schrony dla Husajna) i firmy budowlane z Węgorzewa. Ze względu na utrzymanie tajemnicy robotnicy na jednej budowie pracowali po kilka miesięcy. Wszystkie obiekty na terenie Mamerek posiadały instalacje: elektryczną, telefoniczną , wodno-kanalizacyjną i centralnego ogrzewania. Schrony typu ciężkiego posiadały standardowy system wentylacji z filtrami na wypadek ataku gazowego."
Odsyłam w tym miejscu do innej strony, gdzie można znaleźć więcej informacji na ten temat.
http://mazury.info.pl/atrakcje/mamerki/

W piękny letni poranek stawiłam się w "Mieście Brygidy".Rozpoczęłam zwiedzanie od bunkru centrum łączności, w którym na 600 metrach odtworzono atmosferę tego miejsca.

Mijam stanowisko enigmy.
























I tym razem jestem jedynym z pierwszych gości w tym zimnym, ciemnym bunkrze. Czuć wilgoć i jest chłodno, a może zimno w porównaniu z temperaturą oscylującą w granicach 30 stopni na zewnątrz. Przemieszczam się pomiędzy wydzielonymi sektorami w półmroku, zdjęcia mogę robić tylko z lampą. Dopiero po wrzuceniu na komputer, zaczynam dostrzegać szczegóły, których w oryginalnym świetle w ogóle nie było widać. Wilgoć obsiada wszystkie zgromadzone eksponaty białym nalotem, niby jest nadal wentylacja ale...
Przeszłam do ekspozycji wojny obronnej Polski i ataku Niemiec na ZSRR
Jet również scenka z narady generałów Wermachtu.

 Narada generałów Wermachtu.

Powoli zbliżam się do Bursztynowej Komnaty.
 Rozczarowana byłam ciutek, ponieważ w wydzielonym pomieszczeni wisiało zdjęcie o wymiarze chyba 1m. na 1m. przedstawiające co ?- dokładnie nie wiem. Opis co prawda był obok, ale przy panującym oświetleniu nie wiele można było przeczytać. W sumie to nie istotne, bo najważniejsze z tej historii jest to, że szukano tej komnaty również na terenie Mamerek. Były gauleter Prus Wschodnich- Erich Koch był tu kilkakrotnie przewożony z więzienia w Baczewie i wskazywał  on bunkier 31, jako miejsce ukrycia Bursztynowej Komnaty. Niestety komnaty, jak wiadomo nie znaleziono do dnia dzisiejszego. Koch zmarł w wieku 90 lat w Barczewskim więzieniu koło Olsztyna. Pozostałości po tym bunkrze po prostu minęłam zaglądając tylko do środka w którym był basen dla żab...Ponieważ stoi on obok parkingu, wracając dokładnie jeszcze raz go obeszłam dookoła.
Następną atrakcją spaceru po bunkrze łączności jest możliwość przedostania się do następnego bunkra 30 metrowym tunelem. W to mi graj, (oczywiście pierwsza zeszłam do środka, cała szczęśliwa, tym bardziej, że na betonowej posadce było sporo ropuszek i traszek).
Warto było dostać się to bunkra nr.30, bo tam 
można zobaczyć uwięzionego Adolfa. 20 lipca 1944 Hitler  przeżył zamach bombowy w Wilczym Szańcu, który był właśnie organizowany w Mamerkach. Po 9 miesiącach i tak go śmierć dopadła- 30 kwietnia 1945 r. Ten bunkier jest już dalej nie zagospodarowany innymi ekspozycjami i można podziwiać jego ogrom, zaglądać do zupełnie ciemnych zakamarków.


 Po wyjściu na powierzchnie przygniótł mnie dosłownie upał. Postanowiłam jednak zwiedzać dalej i po kilkudziesięciu metrach doszłam do "trzy w jednym" czyli :U-boot, Muzeum Kanału Mazurskiego i tajnej broni III Rzeszy. Temat kanału ograniczył się głównie do fotografii.



Horten Ho 229
Magnetyczny dzwon.
W tym samym budynku jest przedstawionych sporo oryginalnych skarbów znalezionych na tych terenach.
Ja mam już dość, a wy?
Niestety w tym momencie nie ma sensu rezygnować, trzeba iść dalej, po tym historycznym bruku, przez ten rozgrzany las oganiając się od gryzących gzów.

Teren nie jest płaski, raczej miejscami podmokły, więc tym bardziej jestem pod wielkim wrażeniem techniki budownictwa.

Może tu zobaczę kilka mniejszych schronów zaprojektowanych przez... Adolfa Hitlera(?), który jako architekt, na kilka lat przed wojną wygrał konkurs na projekt schronu, ogłoszony przez niemiecki Sztab Generalny. Schrony do tej pory świetnie wtapiają się w otoczenie. Większość z nich była pokryta zaprawą z trawą morską na której rosły mchy, porosty itd.Na zdjęciach historycznych widziałam jak na dachach stały dobudowane domy przykryte siatką maskująca.
Nieco błądząc dochodzę w reszcie do dużego schronu technicznego- kotłowni centralnego ogrzewania. 
Schron 11 i 12 mają olbrzymie rozmiary 21 metrów na 13 metrów, między innymi dlatego przez lata panowało przekonanie, że właśnie tu budowano U-booty. Szczególnie w schronie 12-siłownia energetyczna, można ulec takiemu złudzeni.
Oj robią te schrony wrażenie ! Jeszcze rzut oka na schron stacji transformatorowej.
Chcecie, to wierzcie, nie chcecie to nie, ale przebywanie w upalny dzień w lesie, to nie jest dobry pomysł. Po przeszło dwóch godzinach zwiedzania tego terenu, nie miałam już ochoty na zwiedzanie wielkich bunkrów po drugiej stronie jezdni np. schronu Bormanna. Powoli wracałam odkrytą brukowaną drogą, mijając po lewej mniejsze bunkry.