poniedziałek, 31 grudnia 2012

Sylwestrowe wspominki

Jak byłam mała, babcia wmówiła mi ,że w Sylwestra na niebie widać małe dziecko jak schodzi na ziemię i jest to Nowy Rok. Moi rodzice poszli na bal, ja zostałam z babcią i bardzo czekałam na północ. W tamtych czasach nie było fajerwerków, czasami ktoś strzelał racami. Mieszkałam w tym czasie we Wrzeszczu i z okien widziała jedynie kamienice po drugiej stronie ulicy i skrawek nieba. Tuż przed północą babcia pozwoliła mi wyglądać przez okno nowego roku. Co chwile powtarzała- no widzisz, tam, tam na niebie idzie! A ja wytrzeszczałam śpiące oczęta i nic, kompletnie nic nie widziałam. Byłam zła i rozczarowana. Oj- po co robić w sylwestrowego balona dzieci ?

Z okazji Sylwestra i Nowego Roku zrobiłam kilka kartek, który możecie się dzielić śląc życzenia.
Wstawiłam je również na stronę http://www.kartki.pl/Anellim



 Kochani- robimy skok w Nowy Rok. niech będzie to szczęśliwa "13" dla wszystkich !

Łabędzie zimą.

Głuptaki ptaki znowu na lodzie...
LUDZIE nie dokarmiajcie ich rzucając trujący dla nich chlebek na lód!
W okresie zimy karma dla dzikiego ptactwa jest podrzucana co kilkanaście metrów na plaży.




Nie mogłam patrzeć jak szukając wody poszły sobie w głąb zamarzającego jeziorka. Oby tym razem i te nie przymarzły...

niedziela, 30 grudnia 2012

Odkryłam tajemnicę dzięcioła.

Pamiętacie zdjęcia dzięcioła, które wstawiłam 22 grudnia? http://nastroikiklimaciki.blogspot.com/2012/12/puk-puk.html  
Wtedy byłam zafascynowana samym jego widokiem z bliskiej dość odległości i robieniem zdjęć. Wczoraj wracając z nad stawów przechodziłam obok tego miejsca i dzięcioł znów tam był.
Jednak dość szybko odleciał. Podeszłam zaciekawiona bliżej tym, co on tam tak wykuwa przez tyle dni.
Ślady na podłożu już zdradziły jego tajemnicę.


Prak znalazł dogodne miejsce na swoją zimowa kuźnię. Zimą dzięcioły duże żywią się głównie szyszkami. Wstawiają szyszki w rozwidleniach gałęzi, lub pękniętej korze i obiera je mocnym dziobem z nasion. Czyli miałam szczęście odkryć jego kuchnie z toaletą w jednym :)

sobota, 29 grudnia 2012

Zdradliwa pogoda

Wczoraj z mamą wybrałyśmy się na krótki spacer. Szłam na siłę, ponieważ znowu wróciły moje dolegliwości ruchowe. Mama natomiast była uziemiona ślizgawicą przez 2 dni i poprosiła żeby "wyprowadzić ją na spacer". Idąc zastanawiałyśmy się , kto kogo wyprowadził na to świeże powietrze... Dzień wcześniej stopniał cały śnieg, odpuścił lód na stawach i najprawdopodobniej łabędzie się zagapiły zostając na noc . W efekcie nocą wrócił mróz i łabędzie przymarzły do lodu. Nie mogły zrobić żadnego ruchu...Pani, która też to zauważyła, zadzwoniła do Straży Miejskiej. Pytania i podpowiedzi straży były ciut niepoważne. "Może przepłoszyć je rzucając czymś itp." Najwyrazniej panom nie chciało się ruszyć z ciepłego pokoiku. Nikt ze spacerowiczów, przy zdrowych zmysłach nie wejdzie na tak kruchy lód bez sprzętu. Nie wiem jak skończyła się ta historia. Zauważyłam tylko, że większość osób przechodzących obok  w ogóle nie zauważyła nieszczęścia ptaków. Ludzie zagadani, zobojętnieni na to co dzieje się w okół nich.
P.S.
Zaniepokojona losem pary łabędzi, byłam sprawdzić co się z nimi dziś dzieje.

czwartek, 27 grudnia 2012

Świąteczna odwilż.

Uziemiona dwudniowym przymusowym rodzinnym świętowaniem, w końcu doczekałam się dnia odpoczynku od świąt.

Nastrój świąteczny zaczął pryskać, a raczej zaczął topnieć już w wieczór wigilijny.
Z minus 12 stopni wieczorem, rano  25 grudnia na termometrze było już 3 na plusie i plucha za oknem...
W drugi dzień około +7.
W głowie jedna myśl- spacer !



 Aby dobrnąć nad morze spaliłam na pewno całą Wigilię. Ślizgawica okrutna.
 Na plaży dało się w miarę normalnie chodzić.Niektórzy chyba poczuli wiosnę...

 zauważyłam jak zakładali skarpetki. Rozpaczliwie szukałam czegoś ładnego w tej jednej mazi.
 Jest- przykład poziomic. 
 Topniejący śnieg rzeźbi piękne wzorki.
 Nadmiar kalorii z pierwszego dnia świętowania spaliłam z nawiązką wracając do domu. Czasami żałowałam, że obcinałam paznokcie u stóp. Przydałoby się tak wbić pazurami w podłoże.

niedziela, 23 grudnia 2012

Nie lubię świąt !

Też tak macie?
Bieganina do ostatniej sekundy po sklepach, bo: karpia świeżego kupię w ostatnim momencie, żeby mi nie okupował przez tydzień wanny. Och ! jeszcze nie mam nic na sałatkę świąteczną,.
 No tak, ostatnie rajstopy oczko puściły i wcale nie do tego bysia - bo i tak się nie domyśli, żeby pomóc dźwigać te siaty. Może dostanę jakieś pod choinkę, ale przecież nie wystąpię z dziurami.
 Ojej, jeszcze to i tamto i prezentu nie mam dla... Wszystko na mojej głowie, nie zdążę, nie zdążę...
 A tak w duchu marzycie nie o wspólnej wieczerzy z rodzina, tylko żeby wsiąść do pociągu...
 I wyjechać, i odpocząć, i poświętować, a nie harować z dobrą miną do złej np. teściowej.
 Inne myśli się kłębią- czy przypadkiem nie wyjdę na bałwana w oczach cioci, czy jeszcze kogoś tam innego, jak tym razem podam nie barszczyk czerwony, a zupę grzybową.
Oj tak, a tu trzeba jeszcze zrobić się na bóstwo! Oczka podmalować, sukienkę odprasować, dzieci do pionu ustawić , męża przychylnie nastawić, tatusia posadzić- do miłych, spokojnych, wesołych świąt.

Ja już to przerabiałam i "wydoroślałam"

Jeszcze mróz.






piątek, 21 grudnia 2012

W samo południe najkrótszego dnia roku.

To był piękny najkrótszy dzień tego roku. Po pochmurnych siedmiu dniach, rano obudziły mnie promienie słońca ! Nastój od razu inny, chęć do życia i działania. W samo południe słońce świeciło prosto w oczy i wyglądało ja gwiazda.
Nie przestraszyłam się złotym UFO nad słoneczkiem, bo to przecież "bracia" przylecieli ratować ziemian na koniec świata :) Porzuciłam wszelaki obowiązki przedświąteczne i pobiegłam na świeże powietrza naładować swe bateria energią słoneczną.
 Mrozik trzymał -7 stopni, nóżki mi się rozjeżdżały, ale hej do przodu.

 Kaczuchy też twardo parły do przodu.
 Dzieci nie gęsi- też swój rozum mają?  (oj wyłożyłam się z wykładem na tę okoliczność)
Słonko świeciło, lista zakupów w kieszeni, przedświąteczne pichcenie wzywa- czas wracać.


czwartek, 20 grudnia 2012

Zielono-biały zapach


Choinki pod białą kołderką.


 Zapachy, obrazy z dzieciństwa chyba utrwalają się najbardziej. I ta wyobraźnia ! niczym nie ograniczona. Widziałam tą piękną choinkę w lesie, widziałam zwierzęta i krasnoludki. Książki z ilustracjami Szancera i Grabińskiego trzymam po dziś dzień. Przedszkole trochę mnie ograniczało, o szkole już w ogóle nie wspomnę..(.Potrafiłam już uciekać z przedszkola na wagary w wieku 4 lat...) Wolność !
Niestety życie nauczyło pokory i zrównało do ogółu.
Teraz nawet prawdziwa choinka pachnie w domu tylko tuż po wstawieniu do pokoju.
Szkoda, ale za to wyciągnęłam album z półwiecznymi zdjęciami i przypomniałam sobie atmosferę z dzieciństwa.



Przy okazji tych zdjęć przypomniałam sobie wierszyk z dzieciństwa Ewy Szelburg-Zarembiny, ilustracja Janusz Grabiński.

Ta choinka, ta zielona,
stała w lesie ośnieżona.
Trzy sarenki tam przybiegły,
na spoczynek pod nią legły.
Oj, lesie, lesie!
Ta choinka w śniegu biała,
z wiatrem szyszki kołysała.
Zobaczyła ją wiewiórka
i po szyszkach dała nurka.
Oj, lesie, lesie!
Pod choinkę przybiegł zając
przed myśliwym uciekając.
Swoje życie uratował,
choineczkę obtańcował.
Oj, lesie, lesie!
Choineczka w lesie stała,
z roku na rok podrastała.
A czuwali nad nią stale
i leśnicy, i krasnale.
                                                          Oj, lesie, lesie!


Wyzwanie- smaki i zapach zimy.
http://dorartthea.blogspot.com/search/label/zima%20jest%20pi%C4%99kna